- Prosimy zapiąć pasy. Za chwilę będziemy lądować. – w samolocie rozbrzmiał głos stewardessy.
Młoda blond włosa dziewczyna siedziała ze słuchawkami w uszach. Słuchała piosenek swojego idola Erica Saade, które miała na telefonie. Dostała akurat wiadomość od jednej ze swoich przyjaciółek. Caroline napisała, że czeka już na lotnisku.
Jessica wracała właśnie z Polski. Była tam u swojej rodziny. Dwa lata temu wyjechali z Los Angeles wracając do Polski. Jess wolała zostać, gdyż w LA ma przyjaciół, których nie śniło jej się zostawić.
- Jess na pewno nie wie, że też na nią czekamy? – z ust Liama po raz setny wydobyło się to pytanie.
- Liam. Ona myśli, że tylko ja po nią przyjechałam. – odparła ze stoickim spokojem Caroline.
- Ale na pewno?
- Jeszcze raz o to spytasz, a obiecuję Ci, że wyślę jej wiadomość, że też tu jesteś. – zagroziła.
- Już się zamykam. – zamilkł.
- Kate. – zwróciła się do siedzącej obok Liama brunetki. – Zadzwoń do Laury. Spytaj ją czy Avril już dojechała, i czy goście już się schodzą. – poprosiła.
- Spoko, już dzwonię. – przytaknęła Kate.
- Dziękuję. – uśmiechnęła się ze zrozumieniem. – Louis, mógłbyś kupić mi w automacie energetyka? – poprosiła.
- A magiczne słowo? – odpowiedział.
- Proszę. – zrobiła maślane oczka.
- Tym słowem miało być „kochanie”, ale rozumiem, że jesteś podenerwowana tą sytuacją. – pocałował Caroline i skierował się w stronę automatu z napojami.
